“Cygara” na przykładzie B-25

Amerykańskie wzmacniacze sprzed lat charakteryzują się dość specyficznymi rozwiązaniami jeśli chodzi o budowę i umiejscowienie kondensatorów elektrolitycznych. Często przyjmują one postać “cygar”, a żeby było trudniej je wymienić – odznaczają się bardzo wysokim napięciem maksymalnym pracy. Dla przykładu, w Ampegach bardzo popularne były podzespoły o napięciu znamionowym 600V. Nie bez przyczyny, bo napięcie anodowe w naszym pacjencie, Ampegu B-25B z 1976 roku, sięga 520-550 voltów.

IMG-20150312-02265

Ampeg B-25 od środka. Cygara po prawej.

Mimo, że stare elektrolity wymieniam z automatu, to w przypadku tego wzmacniacza mieliśmy do czynienia z daleko posuniętym zużyciem i operacja wymiany musiała zostać wykonana przed jakimikolwiek dłuższymi testami. Przydźwięk sieciowy był bardzo poważny, a oba kondensatory miały już wizualne wady. Nazywam to żartobliwie wykwitami (lub pryszczami) i jest to już bezwzględny sygnał do wymiany.

Oj, coś tu wyszło bokiem.

Oj, coś tu wyszło bokiem.

Takich podzespołów nie można kupić. Nie wspominam już o kształcie czy nawet o niestandardowej pojemności. Na polskim rynku nie ma kondensatorów o napięciu znamionowym większym niż 500V. Jak sobie z tym poradzić?

Widziałem w tej materii już różne, całkiem przerażające rozwiązania. Po pierwsze, zastosowanie kondensatora 500V. Karygodne. To proszenie się o szybką awarię, która w dodatku może zniszczyć nam inne części wzmacniacza. Na dokładkę – taki 500V kondensator przytwierdzony do metalowej obudowy za pomocą “ciepłego kleju”. Wow. Wzmacniacz upadnie, kondensator się odklei i zwarcie z udziałem bardzo wysokiego napięcia gotowe. Do tego dochodzi problem użycia zbyt dużej pojemności, co w przypadku prostownika lampowego również może być nieprzyjemne w skutkach (w najlepszym wypadku zniszczenie lampy prostowniczej).

Przede wszystkim trzeba zapewnić układowi filtrującemu odpowiednią odporność na wysokie napięcie. Można to zrobić łącząc dwa kondensatory szeregowo. Wówczas łącząc np. dwa 450V elementy uzyskujemy układ zdolny wytrzymać około 900V. Jest więc zapas, co pozytywnie wpływa na żywotność komponentów.

Prototyp.

Prototyp

Powstaje pytanie jak to sensownie umieścić, aby było bezpiecznie. Kiedyś w przypadku innego egzemplarza wykonałem dodatkową płytkę z układem filtrującym. Zdawała egzamin w 100% jednak jej wykonanie było dość pracochłonne.

Egzemplarz Wojtka Mazolewskiego. Cytując właściciela, napierdala.

Egzemplarz Wojtka Mazolewskiego. Cytując właściciela, napierdala.

Postanowiłem więc wymyślić coś bliższego oryginalnej myśli projektantów. W ruch poszła rurka PVC służąca za obudowę szeregowo połączonych kondów, a także kilka innych dziwnych patentów. Wykorzystałem również oryginalne klamry blaszane. Wynikiem są “cygara” o pojemności 35 μF i napięciu znamionowym 900V. W oryginale było 30μF/600V. Chyba nie da się bliżej za pomocą aktualnie produkowanych komponentów.

Efekt końcowy

Efekt końcowy

Kolejną praktyką szeroko stosowaną w starym amerykańskim sprzęcie jest wykorzystywanie wielosekcyjnych kondensatorów zwanych z angielskiego can caps. Ale o tym kiedy indziej.

Kondesator wielosekcyjny

Kondesator wielosekcyjny

 

 

#ampeg#b-25#b-25b

Dodaj komentarz

Your email address will not be published / Required fields are marked *